Czarne Kominy na siedmiu morzach

Czarne kominy na siedmiu morzach
PŻM, czyli Polska Żegluga Morska - w swej obecnej formie istnieje od 2. stycznia 1951 roku. Siedzibą jej jest od zawsze Szczecin, to wielkie miasto z charakterem i historią, stokroć bardziej morskie w swym wyrazie od Gdańska. Tu powstali aż czterej z sześciu niemieckich zdobywców Błękitnej Wstęgi Atlantyku. PŻM rozpoczynała swą karierę na morzach i oceanach świata w cieniu PLO, z flotyllą jedenastu małych stateczków nie pierwszej młodości, by w 1970 roku przyjąć pod swój znak 32.000-tonowego Powstańca Śląskiego, potężny masowiec "rodem" (jakże by inaczej!) ze Szczecina, przewyższający swoją nośnością całą (!) wspomnianą "zbieraninę"... Pod znakami PŻM pływały kolejne pokolenia następców owego Powstańca (w tym motorowiec Stanisław Kulczyński, wspaniały statek, promujący na morzach świata dawne Stronnictwo Demokratyczne).
Pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku zaczęła się historia tzw. "szczecińskich Ziem". Były to wielkie podówczas, prawie ponad 20.000-tonowe masowce włoskiej budowy, odkupione wprost ze stoczni. Pierwsza była Ziemia Szczecińska, która weszła do historii floty "Starego Czarego Komina", jako pierwszy tramp PŻM, który w 1966 roku okrążył w jednym rejsie cały świat. Za nią poszły kolejne Ziemie włoskie, w tym Gdańska i Koszalińska, które otworzyły Polsce i jej armatorowi drogę transportu polskiego węgla do Japonii. Każdy taki rejs był wyprawą dookoła globu, śladami odkrywców tej miary, co Fernao de Magalhaes (Ferdynand Magellan) czy James Cook. Szczecińskie Ziemie były częstymi gośćmi w Kanale Panamskim. Zmyślni fotografowie portretowali je tam, a potem w kolekcjach zbieraczy pojawiały się wspaniałe pocztówki...
Do Ziem "włoskich" dołączyły wkrótce kolejne - dwie zbudowane w Wielkiej Brytanii, potem kolejne z Argentyny, Turcji i oczywiście także krajowe (Ziemia Olsztyńska i Ziemia Krakowska typu B-470). W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku nastał w "Peżetemie" czas (nie byle jakich!) zbiornikowców. Najpierw do eksploatacji weszły trzy turboparowe statki typu Kasprowy Wierch ze stoczni Howaldt w Hamburgu. Każdy z nich miał ponad 137 tysięcy ton nośności! T/t Kasprowy Wierch to pierwszy w naszej historii statek handlowy o nośności ponad 100.000 ton. Niedługo później dołączyły trzy kolejne, 145.000-tonowe giganty typu Zawrat, tym razem budowy japońskiej, napędzane silnikami Diesla. Należąca do tej serii Czantoria wciąż dzierży polski rekord nośności pojedynczego statku (ponad 146.000 ton).
Mało kto pamięta, że pod znakiem "Starego Czarnego Komina" pływał pierwszy w naszej historii prom pasażersko-samochodowy. Nazywał się Gryf, powstał w Niemczech w początkach lat sześćdziesiątych i przez pewien czas był jedynym statkiem szczecińskiego Armatora o białym kadłubie. W historii szczecińskiej Firmy był też okres, kiedy pod jej znakiem pływały standardowe drobnicowce typów B-55 (-ica) oraz B-455 (Toruń), obsługujące regularne połączenie do portów Afryki Zachodniej. Słynny parowiec typu B-30 Sołdek, pierwszy naprawdę polski statek handlowy (nazwany - co ciekawe - imieniem osoby żyjącej w chwili wodowania jego kadłuba i istniejący do dziś w charakterze jednostki muzealnej) odbył prawie półtora tysiąca rejsów.
We flocie PŻM pływały też - pierwszy w dziejach naszej bandery statek o zbiorowym patronie (bliźniak Sołdka, s/s Brygada Makowskiego) i pierwszy polski statek o niegeograficznej nazwie w liczbie mnogiej (m/s Czwartacy AL typu B-447). Szczecinianie eksploatowali też pierwsze duże, klasyczne masowce polskiej budowy typu B-520. Było ich sześć, a jednym z nich - Bieszczadami - dowodziła przez pewien czas nasza sławna, niedawno zmarła "Żaba", kpt. ż. w. Danuta Kobylińska-Walas (1931-2025). Wielki, choć nie do końca udany Manifest Lipcowy typu B-521 (nazywany niekiedy z przekąsem... Klęską Wrześniową) był pierwszym we flocie "Starego Czarnego Komina" trampem, jaki w eksploatacyjnej podróży opłynął z ładunkiem słynny Przylądek Horn.
W czasach dzisiejszych flota statków o czarnych kominach pływa pod innymi niż polska banderami, ale przecież polską wciąż pozostaje.
Opracował: Wojciech Wachniewski