Skocz do głównej treści strony
Pomorski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli w Słupsku

Rocznica Fitzgeralda, Conrad i "120 Tysięcy BRT Urody"

W 2025 r. minęło 50 lat od ostatniej jak dotąd tragedii na Wielkich Jeziorach amerykańskich. 10.11.1975 roku na Jeziorze Górnym zatonął masowiec Edmund Fitzgerald, zabierając ze sobą na dno ostatniego kapitana i CAŁĄ ostatnią Załogę. Ironią losu jest przy tym to, że statek ten wcale już nie musiał w tę podróż wypływać - plan był wykonany i premia czekała, jak w Nie lubię poniedziałku.

Tego samego 10 listopada, ale w 1961 roku, jugosłowiańska stocznia przekazała Polskim Liniom Oceanicznym około 9000-tonowy motorowiec JÓZEF CONRAD. Statek ten, zanim w grudniu 1972 roku dopadł go zły los w Hajfongu, zawiózł bodajże w 1965 lub 1966 roku do Indonezji redaktora Andrzeja Brauna, rozpoczynającego wtedy swoją podróż śladami... Conrada! Plonem tej podróży są dwie świetne książki, w tym znakomity album fotograficzny.

Kiedy zły los dopadł 'Conrada'  w grudniu 1972 roku, na pomoc szkieletowej załodze naszego motorowca pośpieszyli m.in. marynarze z 'Miednogorska', RADZIECKIEGO statku typu B-54. Aż dziewięć tych pięknych motorowców trafiło pod 'narzędziową' banderę, ale daleko bardziej warte zainteresowania są dwa statki typu B-54, które trafiły do SZWAJCARII, czy trzy sprzedane na Kubę. Jeden z tych ostatnich podobno zatonął podczas służby.

Naszym motorowcom sprzyjało szczęście. Prześladowane przez ogień (!) przesłużyły bez strat trzy dekady i to się przede wszystkim liczy. Szczegóły o Gangu Marcelego otrzymaliście Państwo już wcześniej, a ja dzisiaj znalazłem z przyjemnością materiał o naszej dwudziestce z Głosu Szczecińskiego, opracowany na podstawie MOICH materiałów na ich temat!! Wypada przypominać decydentom od zawartości kolejnych wydań prasy codziennej o tym, że morskie oblicze PRL bynajmniej nie zasługuje na totalne  zapomnienie. 

Już za pięć dni minie 70 rocznica zwodowania pierwszego naprawdę dużego polskiego drobnicowca. Trochę to musztarda po obiedzie, ale warto wspomnieć, że motorowce typu B-54 mogły otrzymać po prostu nazwy naszych wielkich lub słynnych miast z Warszawą, Gdynią i... Słupskiem (bo i czemu by nie?) 

Patronami statków zostało szesnaście osób i cztery stolice krajów Dalekiego Wschodu, testujących w tamtych latach socjalizm jako możliwy ustrój. Wśród szesnastu osób uwagę zwracają trzy kobiety: Maria Konopnicka, Emilia Plater i Hanka Szapiro-Sawicka. Ta pierwsza weszła do eksploatacji BEZ IMIENIA, odbudowana po pożarze w 1961 roku. I odpokutowała niesławny pożar, zapisując się w annałach bandery, jako statek szybki i solidny.

Ciekawe, że żaden z 16 osobowych patronów drobnicowców nie 'razi'. Nazwy ich są stosunkowo łatwe do wymówienia, nie ma wśród nich Szczebrzeszyna, Świnoujścia, ani Tczewa, o Brzęczyszczykiewiczu już nie wspominając, a narodowie postronni winni znać, że polska mowa to język NAJTRUDNIEJSZY!

Opracowanie: Wojciech Wachniewski

 

Przejdź do góry strony